Makro

w mikroświecie

Symbole polskich miast wiecznie żywe

Symbole polskich miast wiecznie żywe

Symbole polskich miast wiecznie żywe
Pamiątkowa fotografia z Misiem Uszatkiem albo pamiątka z podobizną smoka wawelskiego? A może emocjonująca wycieczka z aparatem w dłoni w poszukiwaniu wrocławskich krasnali? Prezentujemy najbardziej popularne symbole miast w Polsce. To z nimi identyfikują się miasta i to od nich przeważnie zaczynamy zwiedzanie interesującego nas miejsca. Zapraszamy do lektury!

Warszawska Syrenka

Najbardziej rozpoznawalnym symbolem stolicy jest, obok Pałacu Kultury i Nauki, Warszawska Syrenka, zajmująca również honorowe miejsce w herbie miasta. Pierwszy raz jej wizerunek w herbie pojawił się w dokumentach miejskich w 1400 roku. Pierwotnie jej górna połowa miała postać człowieka, zarówno kobiety, jak i mężczyzny, dolna natomiast miała ogon, skrzydła i dwie nogi. Współczesny wizerunek syreny jako pół kobiety i pół ryby powstał dopiero, w zależności od źródeł, w XVII lub XVIII wieku.



Legenda o Warszawskiej Syrence głosi, że dawno temu z Oceanu Atlantyckiego nad Bałtyk przypłynęły dwie piękne siostry z długimi ogonami. Jedna z nich postanowiła zamieszkać w duńskich cieśninach (stąd u wejścia do portu w Kopenhadze można zobaczyć siedzącą na skałach syrenę). Druga natomiast popłynęła do portu w Gdańsku i stamtąd Wisłą do stolicy. Odpoczywając na piaszczystym brzegu Warszawy, zakochała się w okolicy i została już na stałe. A dlaczego stołeczna syrenka jest „uzbrojona” w tarczę i miecz? Według legendy pewien kupiec uwięził ją dla zysku, aby pokazywać jako atrakcję na jarmarkach. Na szczęście wołanie syreny o pomoc usłyszał syn rybaka, który nocą wraz z przyjaciółmi uwolnił ją z ciasnej szopy. Obiecała ona wtedy, że w razie potrzeby zawsze będzie bronić miasta, czego symbolami są właśnie tarcza i miecz.



Najbardziej znany pomnik Warszawskiej Syrenki znajduje się na Rynku Starego Miasta. To właśnie tam każdy odwiedzający stolicę robi sobie pamiątkowe zdjęcie. Kolejne rzeźby oraz płaskorzeźby z wizerunkiem syreny można zobaczyć na Powiślu, na wiadukcie Markiewicza, w Sali Posiedzeń w Sejmie, ponadto na ul. Inżynierskiej, Katowickiej, Grochowskiej oraz Lindleya.

 

Gdański Neptun

Pozostajemy w klimacie morskich legend i przenosimy się do Gdańska, gdzie na Długim Targu, przed wejściem do Dworu Artusa, stoi zabytkowa Fontanna Neptuna. To właśnie tutaj turyści robią sobie pamiątkowe fotografie, a lokalni mieszkańcy umawiają się na spotkania „pod Neptunem”. Fontanna, wraz z wizerunkiem rzymskiego boga mórz i oceanów, powstała z inicjatywy burmistrza Batłomieja Schachmanna i ówczesnej rady miejskiej, która marzyła o słynnym na całe wybrzeże pomniku, symbolizującego nierozerwalne więzy miasta z morzem.

W XVII wieku prace nad największym symbolem Gdańska rozpoczął Abraham van den Blocke. Figura Neptuna z trójzębem miała być skierowana w stronę kamienic, w których swą siedzibę mieli królowie polscy podczas ich pobytu nad Motławą. Władca morskich toni miał na znak szacunku pochylać ku nim głowę, która została wykonana na wzór „czupryny” Marka Aureliusza. Neptun jest nagi, a jego przyrodzenie, co ciekawe, nie zasłania wcale listek figowy, ale... płetwa konia morskiego. Sama postać mierzy ponad 2 metry wysokości i waży ponad 650 kg. Fontannę otacza kuta krata ozdobiona orłami i herbami miasta. U stóp Neptuna znajduje się wspomniany już koń morski, mamy tu też łabędzia, psa morskiego, nagiego chłopca dmącego w muszlę. No i syreny. Głównym atrybutem Neptuna jest trójząb, który według mitologii miał mu służyć do rozbijania skał i tworzenia źródeł.

Jak głosi legenda, mieszkańcy Gdańska zwykli byli wrzucać do fontanny złote monety, aby zapewnić sobie szczęście i dostatek. Neptun jednak tak bardzo zdenerwował się zaśmiecaniem jego fontanny, że rozłupał trójzębem pieniądze na złote ptaki. Miał również zamienić wodę z fontanny w wódkę, co jest bardzo barwną genezą powstania słynnego gdańskiego trunku Goldwasser.

 

Poznańskie koziołki

Codziennie o godz. 12:00 z wieży poznańskiego Ratusza wyskakują dwa koziołki i bodą się wzajemnie rogami. To jedna z największych atrakcji turystycznych Poznania, jej ranga urosła już do niemal kultowej. Mieszkańcy Poznania nie wyobrażają sobie swojego miasta bez tych dwóch upartych stworzeń, które stały się symbolem stolicy Wielkopolski.

Jak koziołki trafiły na ratuszową wieżę? Według lokalnej legendy, kiedy mistrz Bartłomiej w XVI wieku zakończył pracę nad ratuszowym zegarem, postanowił go obejrzeć sam wojewoda. Z tej okazji wydano wielką ucztę, podczas której miała zostać podana pieczeń z sarniego udźca. Kucharz przygotowujący tę potrawę wyznaczył do jej pilnowania kuchcika Pietrka. Ten jednak był tak zainteresowany zegarem, że nie przypilnował należycie dania, które w efekcie się spaliło. Przerażony chłopiec pobiegł na pobliską łąkę i wziął z niej dwa koziołki, które miały zastąpić zwęgloną pieczęć. Te jednak uciekły mu na wieżę ratusza, wywołując rozbawienie wśród gości. W efekcie burmistrz darował kuchcikowi karę, a zegarmistrzowi nakazał wykonanie mechanizmu, który uruchamiałby trykające się koziołki. W ten sposób na stałe wpisały się w miejski krajobraz, a z czasem stały się największym symbolem Poznania, który każdy turysta stara się w południe uchwycić na pamiątkowym zdjęciu.

 

Pacanowski Koziołek Matołek

Swojego koziołka, który bardzo szybko stał się symbolem miejsca, z którego się wywodzi, ma również Pacanów. Jest nim Koziołek Matołek, bohater książki autorstwa Kornela Makuszyńskiego i Mariana Walentynowicza z 1933 roku. O przygodach dzielnego koziołka, który zmierza do Pacanowa, aby podkuć swe raciczki, zrobiło się głośno za sprawą emitowanej przez Telewizję Polską dobranocki, którą z zapartym tchem śledziły dzieci.

Pacanów nie zapomniał o swoim rezolutnym podróżniku. Władze zdecydowały o postawieniu pomnika z podobizną bohatera słynnej kreskówki, a w 2010 roku powstało tam Europejskie Centrum Bajki im. Koziołka Matołka.

 

Wrocławskie krasnale

Papa Krasnal, Bawarka, Farciarz, Opiekunek i Krasnoleństwo – to tylko niektóre z 282 krasnali, których figurki kryją się w ciasnych uliczkach i zaułkach całego Wrocławia. Te sympatyczne skrzaty, choć nie są związane z żadnym wydarzeniem historycznym miasta, stały się już jego znakiem rozpoznawczym. Według jednej z legend krasnale pojawiły się we Wrocławiu za sprawą Chochlika Odrzańskiego, który przybył do miasta na tratwie i tak bardzo psocił i uprzykrzał mieszkańcom życie, że ci wezwali na ratunek krasnale, które przepędziły małego łobuza. Na dowód wdzięczności władze miasta oddały krasnalom część Wrocławia.

Inni twierdzą, że krasnale stały się symbolem miasta za sprawą Pomarańczowej Alternatywy - ruchu, który właśnie przy pomocy krasnali chciał walczyć z absurdami komunistycznych władz. Jego liderem był Major Fydrych. Działacze, chcąc przypomnieć mieszkańcom, jak bardzo kolorowy jest świat, ozdabiali wrocławskie mury licznymi malunkami małych skrzatów. Najczęściej był to wizerunek krasnoludka w pomarańczowej czapce i z kolorowym kwiatkiem w dłoni.

W tej chwili pozycja tych małych ludzików jest tak mocna, że Wrocławianie organizują im festiwale (co roku we wrześniu odbywa się Wrocławski Festiwal Krasnoludków). Miasto uruchomiło nawet oficjalny serwis internetowy Krasnale.pl. „A ja przecież Wam powiadam: krasnoludki są na świecie”. Tylko jak takiemu maluchowi zrobić zdjęcie?

 

Łódzki Miś Uszatek

Miś Uszatek to jeden z najlepiej sprzedających się polskich towarów eksportowych. Jego losy śledzą dzieci m.in. w Finlandii, Słowenii, Holandii, na Węgrzech, a nawet w Macedonii. Pomnik tego sympatycznego bohatera, „co klapnięte uszko ma”, stanął siedem lat temu na ul. Piotrkowskiej w Łodzi, mieście swoich „bajkowych narodzin”. Serial animowany pt. „Miś Uszatek” był emitowany na ekranach telewizorów w latach 1975-1987. Mało kto wie o tym, że telewizyjny miś był pierwotnie postacią znaną z książek dla dzieci wychodzących spod pióra Czesława Janczarskiego. Uszatek był również patronem pisma dla dzieci „Miś”.

Miś Uszatek ma swoje stałe miejsca w Łodzi. Prócz pomnika można także podziwiać jego lalkę na ekspozycji w SE-MA-FOR Muzeum Animacji. Miś ma też własną monetę – dukata „Łódkę” oraz... pociąg. Między Łodzią a Warszawą kursuje pociąg PKP Intercity o wdzięcznej nazwie... „Uszatek”.

 

Krakowski smok wawelski i Lajkonik

Przy wyjściu ze Smoczej Jamy na krakowskim Wawelu stoi rzeźba przedstawiająca słynnego smoka wawelskiego, który w dawnych czasach był postrachem całej okolicy. Z wykonanej z brązu figury, a konkretnie z pyska smoka, co kilka minut bucha ogień. Jest to na tyle widowiskowe, że przed pomnikiem gromadzą się tłumy odwiedzających, którzy chcą się sfotografować w towarzystwie gada, w momencie, kiedy zieje on ogniem.

Nie zawsze jednak smok wawelski budził tak pozytywne zainteresowanie ludzi. Najstarsza legenda o nim pochodzi z przełomu XII i XIII wieku. Głosi ona, że kryjówką siejącego postrach potwora była wcześniej wspomniana jaskinia Smocza Jama u podnóża wzgórza wawelskiego. Ludność Krakowa musiała w tygodniu dostarczyć smokowi określoną liczbę bydła. Jeśli tego nie zrobiła, jego ofiarą padali sami mieszkańcy. W związku z tym Krak polecił w końcu swoim synom zgładzenie bestii. Ci uciekli się do podstępu i pewnego dnia podłożyli w miejsce bydła skóry bydlęce wypchane siarką. Żarłoczny smok po ich zjedzeniu udusił się wytworzonymi z nich płomieniami.



Mniej oficjalnym symbolem Krakowa jest lajkonik. W dosłownym znaczeniu „lajkonik” to człowiek na drewnianym koniu, ubrany w ozdobny stój jeźdźca we wschodnim stylu, prawdopodobnie tatarskim. Był on uczestnikiem tradycyjnej zabawy, odbywającej się przed Bożym Ciałem, odnoszącej się do legendy o napadzie Tatarów na Kraków w XIII wieku. Co roku lajkonik, zwany również konikiem zwierzynieckim, przemierza w ramach organizowanej zabawy ludowej Pochód Lajkonika, tradycyjną trasę przejazdu ze Zwierzyńca na Rynek Główny w Krakowie.

Lajkonik, podobnie jak smok wawelski, jest bardzo chętnie wykorzystywany przez mieszkańców Krakowa w handlu i w celach marketingowych. Jego nazwą ochrzczono m.in. słone paluszki, a wizerunkiem opatrzono siedzenia w krakowskich tramwajach.